Tajemnicze Sudety Środkowe
Lewin Kłodzki - przystanek kolejowy

 Jest piękny sierpniowy poranek, sobota miasto leniwie budzi się do nowego dnia…biegnę.. też tak leniwie wstawałem, a teraz kilka minut do odjazdu!

Ufff udało się, pociąg trochę się spóźnia. Niestety bilet muszę kupić u konduktora, póki co kasy w Świdnicy zamknięte. Zdążę się trochę rozejrzeć, dworzec po remoncie prezentuje się wyjątkowo pięknie, wnętrze odnowione, herb Świdnicy i Dolnego Śląska godnie się prezentują, jest gdzie usiąść, czysto! toaleta jak nie na dworcu, niebywałe.

Wędrówka krótkim odcinkiem szlaku Sudeckiego:

Stacja PKP Lewin Kłodzki- Lewin Kłodzki Rynek bez szlaku, ok 10-15 min piechotą

Lewin Kłodzki Rynek- Przełęcz Lewińska, szlak niebieski 20 min.

Przełęcz Lewińska- Duszniki Zdrój Główny Szlak Sudecki, ok. 2h30 min.

Zamek Homole, szlak niebieski, odgałęzienie szlaku czerwonego 15 min.

 

Opisać całą drogę do Lewina nie sposób, jeżeli tyle dzieje się po drodze …łańcuch Gór Sowich i Bardzkich, przełom Nysy w Bardzie, panorama kotliny Kłodzkiej…robi wrażenie szczególnie dla tych, którzy tak jak ja przesiedli się zza kółka i wreszcie mogą rozkoszować się widokami zamiast skupiać się na jeździe.

Przesiadka na dworcu Kłodzko Główne, choć do miasta to jeszcze dobre 2-3 kilometry, dlaczego więc główny?

Wreszcie zaczyna się droga kolejowa, odcinek 309 z Kłodzka do Kudowy Zdrój, moim skromnym zdaniem jedna z bardziej malowniczych tras kolejowych Polski, obrazy przemykają i choć jestem stąd, to miło popatrzeć kolejny raz na Twierdzę Kłodzką i położony pod nią rynek starego miasta. Ale nie tylko dla widoków tu jestem. Linia została ponownie otwarta w 2013 r.

Linia otwierana w 4 etapach przez 16 lat. Ten przedział ma także odzwierciedlenie w architekturze dworców. W pierwszym etapie pociągi z Kłodzka doprowadzono przez Polanicę do Szczytnej - 15 grudnia 1890 r.. Na odcinku podgórskim, z Kłodzka do Polanicy budowa nie nastręczała trudności. Wyjątkiem była przeprawa przez rzeki: Nysą Kłodzką i Bystrzycą Dusznicką tuż za Kłodzkiem. Za Polanicą linię śmiało poprowadzono na półce skalnej w Piekielnej Dolinie (przełom Bystrzycy Dusznickiej), którą to dolinę pociągi pokonywały po imponującym moście-wiadukcie przerzuconym nad rzeką. Przedłużenie linii ze Szczytnej w kierunku uzdrowisk nastąpiło dopiero 12 lat później - 1 grudnia 1902 r. pociągi dotarły do Dusznik. Przez kolejne 3 lata budowano najbardziej wymagający odcinek trasy, gdzie krętą linię (najciaśniejszy łuk ma promień 197 m) poprowadzono trawersując strome zbocza Wzgórz Lewińskich. Stojące na przeszkodzie góry: Grodziec ponad Kulinem i Szubieniczną ponad Lewinem przebito tunelami.. Ten odcinek jest wymagający nawet dzisiaj, pociąg musi ostro hamować, zakręty zdają się nie mieć końca.

Ostatni smaczek, dla którego przyklejam nos do szyby od strony maszynisty to wiadukt kolejowy w Lewinie, o nim samym za chwilę, jego urok widać dopiero kiedy stanie się pod nim, to już za moment. Stacja w Lewinie wygląda tak, jakbym przeniósł się w czasie, architekturą przypomina tyrolskie budy pasterskie, ale patrząc na pola przede mną wygląda raczej jak zapomniana stacja na dzikim zachodzie.

Stąd ruszam w stronę miasta, mijając nieczynną wieżę ciśnień. Wieża służyła głównie do uzupełniania wody w parowozach. Z Lewina musiały pokonać 8,5 km podjazdu do Kulina w drodze do stacji w Kłodzku.

Wreszcie mijam obiekt, który łączy zbocza doliny Bystrej ponad szosą nr 8 do Kudowy 117-metrowy kamienny wiadukt łukowy o śmiałej konstrukcji, stanowiący najbardziej znany element trasy kolejowej 309. Ma on 6 przęseł, o maksymalnej wysokości 25 m. Budowano go w latach 1903-04., oddano do użytku rok później. Włoscy i chorwaccy robotnicy musieli przemieścić 1500 m3 ziemi, zużyto 500 m³ kamienia.

Kamienny wiadukt w Lewinie Kłodzkim

W Lewinie nie zatrzymuję się na długo, dużo ciekawych informacji o miasteczku znalazłem na stronie www.lewinklodzki.pl, polecam! W końcu celem jest szlak i wzgórza Lewińskie.

Do głównego szlaku sudeckiego docieram po kilkunastu minutach wspinaczki wśród kwitnących łąk i pól, szlakiem niebieskim wiodącym do przełęczy Lewińskiej ( 525 m.n.p.m) Warto zatrzymać się na chwile i popatrzeć na cudowne letnie krajobrazy.

Trasa nie jest specjalnie wymagająca a urokliwe widoki z dala od tłumu turystów w Górach Stołowych zachęcają do wędrówki. Droga wije się wśród pól i dopiero stając na chwilę i rozglądając po okolicy widać że powoli pnę się pod górę. Dość dobrze widać stąd Czechy i przy tej widoczności wyłania się zza wzgórz zamek w Nachodzie.

Dobrze że droga została poprowadzona przez leśne odcinki trochę cienia i można się ochłodzić. Schodząc z Grodczyna odsłania się kolejny widok. Na pierwszym planie lekko falujące wzgórza obniżenia Dusznickiego, wieś Łężyce i słynna Sawanna Afrykanska niedaleko, widać stąd także Góry Bystrzyckie i część głównego masywu Gór Stołowych która odcina się na horyzoncie prostą linią Skalniaka.

Warto tu przyjść pospacerować z Dusznik, to raptem 30-40 min marszu, można też rozkoszować się po prostu górskim krajobrazem i leżeć na jednej z górskich łąk oglądać leniwie płynące obłoki...

No ale trzeba ruszać dalej, przede mną ostatni punkt programu czyli Zamek Homole i góra Gomoła.

Schodząc w stronę zamku, mijam pierwsze zabudowania wsi Zielone Ludowe i skansen na wolnym powietrzu.

Stoję pod kopułą góry Gomoła, na której stoją ruiny zamku Homole, stąd wygląda na niepozorną górkę jednakże jej południowe zbocza schodzą stromo w głęboką dolinę którą prowadzi droga nr 8 kiedyś odgałęzienie szlaku bursztynowego, prawdziwa górska strażnica.

Ruiny zamku Homole

Z zamku zachowała się tylko część murów i stołp czyli ostatni bastion obrony-kamienna wieża.

Najpierw powstała tu w X czy XI wieku drewniana strażnica, a potem – w 2 połowie XIII stulecia murowana warownia składająca się z cylindrycznego stołpu, oraz podłużnego muru obwodowego okalającego niewielki wierzchołek. Zamek stanowił siedzibę dóbr dusznickich von Panowiców,(PANOWITZ) szybko jednak stał się znany jako postrach ciągnących drogą poniżej kupców. W roku 1559 zamek opuszczono, przenosząc się do dworu w Dusznikach. Służył on odtąd jako budulec dla miejscowej ludności i szybko popadał w ruinę.

Siedząc na zamkowym wzgórzu przypominałem sobie opowieści o właścicielach- rabusiach którzy a szczególnie jeden: Hinko Kruszyna trzęśli dolnym Śląskiem w Średniowieczu. Myślę, że postać samego Hinka to materiał na osobna opowieść, tak tak na tym skrawku ziemi działo się i dzieje naprawdę dużo.

Wróciłem do Zielonego Ludowego i ruszyłem szlakiem do Dusznik, sadzę że dawniej stąd do Dusznik biegł trakt i miejscowa ludność mogła stąd dojrzeć nawet Kłodzko.

Mijam pierwsze zabudowania Dusznik, zostawiając za sobą Wzgórza Lewińskie, ich ciekawą historię i fantastyczne krajobrazy. Warto czasami zejść z głównych szlaków, poświęcić czas na inną perspektywę.

Przeszedł, sfotografował i opisał Andrzej Sawicki